Marianna Ratajczak - żywa lekcja historii, bohaterstwa i walki o godność
Marianna Ratajczak urodzona 5 lipca 1923 r. w Bolewicach, córka Jana i Antoniny Nobik, wychowywana na gospodarstwie wraz z siostrą. Z mężem Antonim przeżyła w Bolewicku wspólnie 40 lat i wychowała 8 dzieci (6 córek i 2 synów). Doczekała się 33 wnuków, 66 prawnuków i 16 praprawnuków.
Pani Marianna jest kombatantem uhonorowanym odznaką „Weterana Walk o Niepodległość 1939-1945” oraz „Krzyżem Oświęcimskim – Więźniom Hitlerowskich Obozów Koncentracyjnych”. W jej posiadaniu jest charakterystyczna dla więźniów obozowych chusta będąca symbolem tamtej traumy. Mimo to, wielokrotnie gościła na pogadankach w szkołach na temat historii Polski i wierzy, że dzięki takim spotkaniom i wspomnieniom, podczas których dzieli się swoją trudną historią, daje świadectwo tamtych wydarzeń i szansę na to, że historia nie zostanie zapomniana, a pamiętana przez kolejne pokolenia.
Piętno i splot tragicznych zdarzeń w jej życiu rozpoczął się stosunkowo szybko. Już jako 17-latka trafiła do więzienia i tak kolejno była umieszczana w zakładach karnych w: Nowym Tomyślu, Grodzisku Wlkp., Poznaniu (Fort 7) i Berlinie. Jednak to co najgorsze spotkało ją w życiu, działo się w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück (Niemcy). 3 lata i 7 miesięcy w tym 18 miesięcy prac przymusowych w fabryce amunicji.
To była prawdziwa walka o przetrwanie w codzienności ciężkiej pracy i poniżenia. Towarzyszące każdego dnia głód, pragnienie, brud i wycieńczenie odzierały ją z resztek godności. Do dnia dzisiejszego Pani Marianna ma na plecach rany po ukąszeniach wesz, które codziennie dodawały cierpienia wycieńczonemu ciału. Ślady te jednak są symbolem przetrwania i przezwyciężenia tego, co wydawało się niemożliwe.
Choć Jubilatka wraca do tych wspomnień z wielkim przejęciem, to w sercu nosi wdzięczność za życie, które zostało ocalone. Za czasów prac przymusowych w fabryce amunicji była już w momencie, w którym miała nastąpić na niej egzekucja poprzez powieszenie. Już miała pętlę szubienicy na szyi. Egzekucję przerwał nalot samolotów, a następnie wszystkich pracowników fabryki wyprowadzono do pobliskiego lasu, w którym następowały egzekucje i palenia ciał. Droga do lasu była nazwana przez Panią Mariannę „Marszem śmierci”, podczas którego wielu towarzyszy jej niedoli padało po drodze z wycieńczenia, a reszta deptała po nich jak „po żywych trupach”. W tym dniu dzięki wsparciu, odwadze i determinacji dwóch towarzyszek niedoli zwanych „kujawiankami” ówczesna Marianka podjęła drogę ucieczki do pobliskiego gospodarstwa. Ukrywanie się jako zbieg było równie trudnym do przetrwania czasem m.in. była chowana pod korytem od świń. Lecz dzięki przychylnym i pomocnym niemieckim gospodarzom udało jej się przetrwać i ostatecznie wrócić do domu. Choć historia ta bardzo dramatyczna, to jednak z dobrym i szczęśliwym zakończeniem. To historia, która powinna nas wszystkich uczyć, jak niewiele potrzebujemy, żeby przetrwać, a to co mamy najcenniejsze to życie.
Dzisiaj Pani Marianna Ratajczak mimo zacnego wieku 103 lat zawsze elegancka, uśmiechnięta i życzliwa.
I tak też było podczas spotkania urodzinowego w gronie rodzinnym z udziałem Burmistrza Gminy Pniewy Jarosława Szurki oraz kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Justyny Chamczyk.
.jpg)

